-Tato, dokąd
jedziecie?- zapytała mała dziewczynka w warkoczu
-W magiczne strony.- odpowiedział wysoki mężczyzna z brodą
-Tam, gdzie mieszkają wróżki?
-Tak , kochanie.
-Mówiłeś, że one nie istnieją!
-Kłamałem. Chodź, położę cię do łóżka.
Wziął córkę na ręce i wszedł po kamiennych krętych schodach na górę. Wiedział, że nie ma zbyt dużo czasu. Jest jeszcze taka mała- pomyślał. Spodziewał się najgorszych rzeczy. Zostawiają ją na noc na pastwę losu. Samą. Nie ma czym się bronić. Gdzie tu sprawiedliwość?
-W magiczne strony.- odpowiedział wysoki mężczyzna z brodą
-Tam, gdzie mieszkają wróżki?
-Tak , kochanie.
-Mówiłeś, że one nie istnieją!
-Kłamałem. Chodź, położę cię do łóżka.
Wziął córkę na ręce i wszedł po kamiennych krętych schodach na górę. Wiedział, że nie ma zbyt dużo czasu. Jest jeszcze taka mała- pomyślał. Spodziewał się najgorszych rzeczy. Zostawiają ją na noc na pastwę losu. Samą. Nie ma czym się bronić. Gdzie tu sprawiedliwość?
Gdy już leżała, usiadł na
skraju łoża. Ręką gładził jedwabną pościel, drugą pociągał się za brodę. Był
zamyślony. Zaniepokojona dziewczynka próbowała mu przeszkodzić w snuciu planów.
Wtem usłyszeli głośny klakson. To jej matka.
–Cokolwiek
by się nie działo, wiedz, że zawsze cię kochaliśmy. Nie otwieraj nieznajomym,
jeżeli zauważysz jakiś cień, schowasz się wiesz gdzie. Spójrz mi w oczy- uniósł
jej podbródek, po czym struga błękitnego światła przeszła z jego źrenic do jej.
Tyle powinno wystarczyć.- W razie
konieczności krzycz jak najgłośniej. Zachowaj spokój. Wiem, że dojrzałaś do
pewnych czynów. Trzymaj się, może kiedyś się jeszcze zobaczymy.
–Tatusiu, mogę pożegnać się z mamą? Tato, nie, błagam, weźcie mnie ze sobą, nie chcę być tutaj sama, dlaczego nie mogę jechać z wami?- szarpała nogawkę jego spodni. Na marne zdały się jej starania. Rodzic odciągnął ją od siebie, postawił na ziemi i zamknął drzwi.
–Tatusiu, mogę pożegnać się z mamą? Tato, nie, błagam, weźcie mnie ze sobą, nie chcę być tutaj sama, dlaczego nie mogę jechać z wami?- szarpała nogawkę jego spodni. Na marne zdały się jej starania. Rodzic odciągnął ją od siebie, postawił na ziemi i zamknął drzwi.
Po cholerę się w to
wpakowaliśmy. Do jutra nic z niej nie zostanie.
Uronił łzę. Zerwał różę z ogrodu i położył na ganku. Wsiadł do samochodu i odjechali w siną dal.
Uronił łzę. Zerwał różę z ogrodu i położył na ganku. Wsiadł do samochodu i odjechali w siną dal.
–Sądzisz,
że robimy dobrze?- zapytała brązowowłosa kobieta
- To konieczność. Przecież wiesz, że i tak wkroczą do domu. Zobaczą, że nas nie ma, będą szukać i w końcu namierzą. Kogoś zabiją, na pewno. Albo my, albo ona.
–Albo my z nią. Może zawrócimy i weźmiemy córkę ze sobą?
-Wyjdzie na to samo. Jedź, zyskamy czas i coś wykombinujemy.
Nagle jego żona gwałtownie zahamowała
–Mam dosyć takiego życia, słyszysz? Nie po to walczyliśmy w Wielkiej Wojnie, żebyśmy teraz uciekali od tych tworów, którzy kiedyś śmieli się nazywać naszymi przyjaciółmi! Wszyscy się od nas odwrócili. Nie chcę takiego życia. Ciągle uchodzimy od problemów, ale one i tak nie znikają. Teraz nawet doszło do tego, że zostawiliśmy nasze jedyne dziecko, wiedząc, że grozi mu niebezpieczeństwo. Kiedyś się to na nas zemści. Zobaczysz.- wyszła z samochodu i zapaliła papierosa, chociaż nie miała tego w zwyczaju. Zamknęła oczy. Nie pragnęła teraz niczego bardziej niż śmierci. Pewnie już leży w schronie. Oby jej nie znaleźli. Wypuściła dym nosem i rzuciła niedopałek do rowu. Stali na poboczu, a wokoło ani żywej duszy. Zrobiło się podejrzanie cicho, nawet wiatr przestał wiać. Postanowiła wsiąść i jechać dalej.
- To konieczność. Przecież wiesz, że i tak wkroczą do domu. Zobaczą, że nas nie ma, będą szukać i w końcu namierzą. Kogoś zabiją, na pewno. Albo my, albo ona.
–Albo my z nią. Może zawrócimy i weźmiemy córkę ze sobą?
-Wyjdzie na to samo. Jedź, zyskamy czas i coś wykombinujemy.
Nagle jego żona gwałtownie zahamowała
–Mam dosyć takiego życia, słyszysz? Nie po to walczyliśmy w Wielkiej Wojnie, żebyśmy teraz uciekali od tych tworów, którzy kiedyś śmieli się nazywać naszymi przyjaciółmi! Wszyscy się od nas odwrócili. Nie chcę takiego życia. Ciągle uchodzimy od problemów, ale one i tak nie znikają. Teraz nawet doszło do tego, że zostawiliśmy nasze jedyne dziecko, wiedząc, że grozi mu niebezpieczeństwo. Kiedyś się to na nas zemści. Zobaczysz.- wyszła z samochodu i zapaliła papierosa, chociaż nie miała tego w zwyczaju. Zamknęła oczy. Nie pragnęła teraz niczego bardziej niż śmierci. Pewnie już leży w schronie. Oby jej nie znaleźli. Wypuściła dym nosem i rzuciła niedopałek do rowu. Stali na poboczu, a wokoło ani żywej duszy. Zrobiło się podejrzanie cicho, nawet wiatr przestał wiać. Postanowiła wsiąść i jechać dalej.
W tym samym czasie dziewczynka
szykowała plan. Czuła, że coś jest nie tak, że z minuty na minutę zwiększa się
niebezpieczeństwo. Obmyśliła wszystko dokładnie. Położyła się z powrotem do
łóżka i wyczekiwała.
Jakiś
czas później usłyszała jak ktoś rozwala drzwi wejściowe. To już. Znała ten dom jak własną kieszeń. Podeszła do szafy, która
sięgała od sufitu do podłogi i wyciągnęła klucz. Jak najciszej przekręciła
zamek i weszła do niej. Zamknęła się od środka i otworzyła właz. Jej oczom
ukazały się schodki prowadzące w dwie strony- schron i piwnica. Upewniła się,
że wzięła wszystko ze sobą, oraz że zapięła plecak. Schodziła szybko, ale jak
najciszej, więc zdjęła buty. Wiedziała, ile jest stopni. Jeszcze 40 i wyjdę. Skręciła do sutereny, niezgodnie z wolą ojca.
Wyjrzała zza starych regałów- zobaczyła wysokiego mężczyznę grzebiącego w
pudłach jej rodziców. Według jej planu musiała się dostać pod biurko, otworzyć
klapę, wyjść tunelem, który kiedyś służył jej do zabawy i biec ile sił w
nogach. Miała głęboka nadzieję, że jeszcze nie odkryli wszystkich przejść tego
budynku. Dwadzieścia kroków- tyle potrzebowała do celu.
-03
do 09, 03 do 09, odbiór- odezwało się urządzenie doczepione do paska tego
człowieka… hm, chyba człowieka.
-09 do 03,
jestem w piwnicy, natknąłem się na interesujące rzeczy, odbiór.
-03 do 09, nie obchodzi mnie to, masz natychmiast się tu zjawić, mamy rannego.
-03 do 09, nie obchodzi mnie to, masz natychmiast się tu zjawić, mamy rannego.
-Przyjąłem. Bez odbioru.- po nadaniu tej wiadomości 09 wbiegł na górę, zostawiając małolatę
samą. Rozejrzała się i skorzystała z okazji. Zamknęła za sobą właz i włączyła
latarkę. Pędziła, ile sił w nogach zostawiając za sobą dom, w którym spędziła
większość życia. Usłyszała wołania za sobą. Zauważyli ją. To
nie tak miało się potoczyć.
Przypomniała sobie słowa ojca i gdy znalazła się w środku lasu, krzyknęła. Przeciwnicy byli kilkanaście metrów za nią. Wrzask rozszedł się po całej okolicy i powtarzał tak długo, póki nie wybiegła z niebezpiecznej strefy.
Przypomniała sobie słowa ojca i gdy znalazła się w środku lasu, krzyknęła. Przeciwnicy byli kilkanaście metrów za nią. Wrzask rozszedł się po całej okolicy i powtarzał tak długo, póki nie wybiegła z niebezpiecznej strefy.
Do celu mam jeszcze trzy kilometry, powinni mnie wpuścić.
Kilka dni później cała prasa się rozpisała o tajemniczym morderstwie trzech ludzi i wypadku samochodowym. Ciał nieboszczyków nie odnaleziono.
Kilka dni później cała prasa się rozpisała o tajemniczym morderstwie trzech ludzi i wypadku samochodowym. Ciał nieboszczyków nie odnaleziono.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz