to nie tak
tzn
to tak
ale jednak nie to
w ogóle
myślałam (ja, Maszyna) co mogę dopisać
co moge dopisac?
nic
ech
życie
mam zastój
nie wiem co dalej
dlatego
musze pozmieniac pare rzeczy
bo to za szybko pojdzie
no czasem trzeba pojsc dwa kroki w tyl, zeby zrobic 3 do przodu
ten tego
widzimy sie pozniej
to czesc
piątek, 3 kwietnia 2015
sobota, 31 stycznia 2015
Rozdział 2 (cz.1)
Adela leciała, jednak nie czuła oporu powietrza. Nic szczególnego prócz pustki i ciemności. Studnia bez dna.
Myślała nad zatrzymaniem się, jednak zbytnio nie wiedziała jak to ma zrobić. Całe ciało odmawiało jej posłuszeństwa.
Raptem została porażona mocnym światłem, nieoczekiwanie przyspieszyła i nie mogła zaczerpnąć eteru.
Nastolatka runęła z impetem w chropowatą powierzchnię. Nic nie poczuła- wszystkie funkcje życiowe zostały zatrzymane.
Leżała tak z półtorej doby.
Nagle ocknęła się, jakby obudził ją koszmar. Została otoczona przez opancerzone stworzenia, z kształtu przypominające człowieka. Identyczne stwory zamieniły się w jedną istotę. Kreatura, zorientowana, że nastolatka nie stanowi większego niebezpieczeństwa, zdjęła hełm, po czym zawiesiła go w powietrzu.
Oczom Adeli ukazała się twarz młodego mężczyzny- zwykła, jednak dziewczyna dostrzegła coś niepokojącego. Postanowiła się nie odzywać. Aktualnie nawet ruch palcem sprawiał jej ból.
To chyba musi być jakiś ochroniarz, czy coś.
Strażnik bez zapytania wziął ją na ręce. Jednym ruchem dłoni zamknął jej oczy.
Zasnęła.
***
-Wiesz, co to?
- Przestań. Nie mamy XIX wieku, tylko XXI, umiemy rozróżniać magiczne stworzenia od zwykłych śmiertelników. Poza tym, gdyby była zwykła, nie przeżyłaby takiego upadku. Z moich obliczeń wynika, że...
- Dobra, przestań truć. Chyba się budzi.
Gdy Adela otworzyła oczy, myślała, że to jej pokój, a całe te zdarzenia to nieprzyjemny sen, jednak się myliła. Zbudzona przez głośną rozmowę, rozejrzała się po pomieszczeniu.
Z przerażenie spoglądała na dwójkę ludzi (?), którzy przyglądali się jej z równie wielkim strachem.
Nie spieprz tego. Nie wiesz, gdzie i z kim jesteś.
-Dzień dobry.- powiedziała z cichą nadzieją, że jej nie zabiją
-Cześć. Jestem Eliza, a to Artur.
Jak król.
Przez dłuższą chwilę panowała niezręczna cisza. W końcu nastolatka usiadła na skraju niezwykle wąskiego stołu operacyjnego.
Cała trójka znajdowała się w dziwacznej budowli. Tutejsi oprowadzili nastolatkę po niezbyt urodziwym budynku. Nie był zbyt wielki- główna sala i dwa mniejsze magazyny. Wszystko ponure, ciemne i straszne. Tu i ówdzie panowała wilgoć, tynk odpadał od ścian i wszędzie śmierdziało stęchlizną.
Przytulniej niż u nas.
Przez kilka dni nocowała w obskurnym domu. Spacerowała i pytała, jak może się dostać na wieś, jednak jej towarzysze milczeli, a najbliższe miasto było położone za gęstym lasem.
Wciąż nie rozumiała, jak się tu dostała.
Trzeba pozbierać wszystko do kupy. Pamiętam, że spadłam. Widziałam armię. Wyglądała trochę jak Artur. Artur...
-Elizo, widziałaś może...
Nagle usłyszały ogromny huk.
-Cholera, zostań tu i nic nie ruszaj.- udała się do sąsiedniego pokoju
Z początku Adela jej posłuchała. Po chwili z magazynu dobiegł kolejny hałas.
Pobiegła tam. Zastała płonące pomieszczenia i nieprzytomną dziewczynę.Wzięła ją w ramiona, z wielką trudnością, pomimo, że buła niewielka i szczupła. Kolejne języki ognia celowane (nie wiadomo skąd) w budynek sprawiły, że włączył się pewnego rodzaju alarm. Ptaki z okolicznych lasów zleciały się w jedno miejsce tworząc siatkę. Nastolatka, biegnąc z towarzyszką na rękach, musiała uważać na spadające płonące zwierzątka.
-Przez najbliższy tydzień będziemy jeść kości pneumatyczne opakowane w pióra i dziób. Kto się cieszy?- Adela nienawidziła tych suchych tekstów.
-Gdzieś ty był?! Eliza ledwo oddycha, dom stoi w płomieniach, a ty znikasz sobie ot tak? Znajdź nam lepiej jakąś kryjówkę, bo to pozabija nas wszystkich!
-Mam lepszy plan.- i ku zdziwieniu dziewczyny wzbił się w górę z lekkością, niczym piórko. W mgnieniu oka zgromadził wokół siebie tajemniczą moc, dzięki której niebo przybrało kolor granatowy, wiatr zaczął szaleć i pojawiły się chmury. Znikąd.
Chłopak oddalał się w tej nużącej ciemności. Rozpętała się burza, tak ogromna, że dzięki piorunom i deszczowi pochłaniała wszystko co stanęło jej na drodze.
Adela zagapiła się. Nie wiedziała, co się dzieje. Dotarło do niej wtedy, gdy wielki konar płonącego drzewa począł lecieć w ich stronę.
O cholera.
Zbiegła z wzgórza, na którym znajdował się budynek. Szukała jakiejś godnej i bezpiecznej kryjówki.
Skup się. Masz niewiele czasu. Gdzie tu można...
-...pójść- nagle znalazła się w przeraźliwie ciemnym miejscu.
- Co to było?- zapytała cichutko Eliza
- Dzięki Bogu, ty żyjesz!- ucieszyła się nastolatka. Uspokoiła się, że nie będzie z tym sama. Dziewczyna zaczęła dostawać lekkiej paranoi od tego wszystkiego. -Matko, jestem taka tępa- powiedziała do siebie i sięgnęła do kieszeni. Brała ze sobą zapałki od małego. Pamiętała, że ojciec kazał jej je nosić.
Zawsze gdy się zasmucisz, zapal jedną- może to i głupie, ale często to robiła, nawet po śmierci rodziców. Zdawało jej się, że w tych płomieniach
ich widzi. Gdy powołała ogień do życia, zaniepokoiła się. Owszem, znajdowali się tam jej rodziciele, ale nie sami. Z nimi stały dwie całe czarne postacie. Nie mogła ich rozpoznać. Stały nieruchomo jakby ich pilnując.
Dziwne.
Nagle strażnicy podeszli i próbowali zrobić krzywdę tym ludziom, jednak przed tym Adela, czując, co się święci, zgasiła drewienko i zamknęła oczy, biorąc głębokie wdechy i wydechy. Przeraziła się.
Nie, to niemożliwe. Wcześniej tego nie było.
Uważała, że to zwykła iluzja. Nie wnikała w przyczyny śmierci swoich opiekunów. Może powinna? Za długo z tym zwlekała. Zdecydowanie.
Śmierć jak śmierć- odezwała się jej znienawidzona podświadomość. Przez chwilę walczyła ze sobą, by się nie popłakać. Nie lubiła okazywać słabości. Bynajmniej nie teraz.
-Ada, słuchasz mnie w ogóle?
-Hm?
-Tak myślałam.
-O co ci znowu chodzi?
- O to- wskazała na jej dłonie- ty tak jakby... płoniesz.
Nastolatka próbowała zachować zimną krew.
- No i co z tego? Chociaż nie są nam potrzebne zapałki- odpowiedziała z udawaną obojętnością. Tak naprawdę nie wiedziała jak ma się zachować. Od tego momentu przestało cokolwiek do niej docierać.
Dziewczyny poczęły wszystko ustalać, chodząc po jaskini.
-Jak się tu znalazłyśmy?
-Ty mi powiedz. Ocknęłam się jak już tutaj byłyśmy. W ogóle nie poznaję tej groty. Miejmy nadzieję, że Artur nas znajdzie. Nie wiemy, czy nie czyha tu coś na nas.
- Zawsze można to sprawdzić.
-Oszalałaś?! A jak ręka ci wybuchnie?!
-Spokojnie. Póki co żyję. To chyba dobrze?
-Wspaniale, świetnie!- powiedziała z ironią Eliza- Muszę ci coś powiedzieć.
Adela stanęła jak słup, zrzedła jej mina. Zazwyczaj gdy słyszała te słowa, nie zwiastowały nic dobrego.
********
Przepraszam za:
-tak długą przerwę
- ewentualne błędy i powtórzenia (aktualnie mamy 2:18, pozdrawiam)
- takie dziwne "zakończenie", uznałam, że jakbym dodała to, co jest dalej (wyjaśnienia Elizy, etc) to byłoby za dużo akcji jak na jeden post, musiałam się powstrzymać
-długość posta
- dziwną fabułę
-tajemniczość i małe rozwinięcie tego wszystkiego (potem będzie większe, zobaczycie, mam to w planach xD)
-i nie wiem za co, tak na zapas
Bezwzględna xx
Myślała nad zatrzymaniem się, jednak zbytnio nie wiedziała jak to ma zrobić. Całe ciało odmawiało jej posłuszeństwa.
Raptem została porażona mocnym światłem, nieoczekiwanie przyspieszyła i nie mogła zaczerpnąć eteru.
Nastolatka runęła z impetem w chropowatą powierzchnię. Nic nie poczuła- wszystkie funkcje życiowe zostały zatrzymane.
Leżała tak z półtorej doby.
Nagle ocknęła się, jakby obudził ją koszmar. Została otoczona przez opancerzone stworzenia, z kształtu przypominające człowieka. Identyczne stwory zamieniły się w jedną istotę. Kreatura, zorientowana, że nastolatka nie stanowi większego niebezpieczeństwa, zdjęła hełm, po czym zawiesiła go w powietrzu.
Oczom Adeli ukazała się twarz młodego mężczyzny- zwykła, jednak dziewczyna dostrzegła coś niepokojącego. Postanowiła się nie odzywać. Aktualnie nawet ruch palcem sprawiał jej ból.
To chyba musi być jakiś ochroniarz, czy coś.
Strażnik bez zapytania wziął ją na ręce. Jednym ruchem dłoni zamknął jej oczy.
Zasnęła.
***
-Wiesz, co to?
- Przestań. Nie mamy XIX wieku, tylko XXI, umiemy rozróżniać magiczne stworzenia od zwykłych śmiertelników. Poza tym, gdyby była zwykła, nie przeżyłaby takiego upadku. Z moich obliczeń wynika, że...
- Dobra, przestań truć. Chyba się budzi.
Gdy Adela otworzyła oczy, myślała, że to jej pokój, a całe te zdarzenia to nieprzyjemny sen, jednak się myliła. Zbudzona przez głośną rozmowę, rozejrzała się po pomieszczeniu.
Z przerażenie spoglądała na dwójkę ludzi (?), którzy przyglądali się jej z równie wielkim strachem.
Nie spieprz tego. Nie wiesz, gdzie i z kim jesteś.
-Dzień dobry.- powiedziała z cichą nadzieją, że jej nie zabiją
-Cześć. Jestem Eliza, a to Artur.
Jak król.
Przez dłuższą chwilę panowała niezręczna cisza. W końcu nastolatka usiadła na skraju niezwykle wąskiego stołu operacyjnego.
Cała trójka znajdowała się w dziwacznej budowli. Tutejsi oprowadzili nastolatkę po niezbyt urodziwym budynku. Nie był zbyt wielki- główna sala i dwa mniejsze magazyny. Wszystko ponure, ciemne i straszne. Tu i ówdzie panowała wilgoć, tynk odpadał od ścian i wszędzie śmierdziało stęchlizną.
Przytulniej niż u nas.
Przez kilka dni nocowała w obskurnym domu. Spacerowała i pytała, jak może się dostać na wieś, jednak jej towarzysze milczeli, a najbliższe miasto było położone za gęstym lasem.
Wciąż nie rozumiała, jak się tu dostała.
Trzeba pozbierać wszystko do kupy. Pamiętam, że spadłam. Widziałam armię. Wyglądała trochę jak Artur. Artur...
-Elizo, widziałaś może...
Nagle usłyszały ogromny huk.
-Cholera, zostań tu i nic nie ruszaj.- udała się do sąsiedniego pokoju
Z początku Adela jej posłuchała. Po chwili z magazynu dobiegł kolejny hałas.
Pobiegła tam. Zastała płonące pomieszczenia i nieprzytomną dziewczynę.Wzięła ją w ramiona, z wielką trudnością, pomimo, że buła niewielka i szczupła. Kolejne języki ognia celowane (nie wiadomo skąd) w budynek sprawiły, że włączył się pewnego rodzaju alarm. Ptaki z okolicznych lasów zleciały się w jedno miejsce tworząc siatkę. Nastolatka, biegnąc z towarzyszką na rękach, musiała uważać na spadające płonące zwierzątka.
-Przez najbliższy tydzień będziemy jeść kości pneumatyczne opakowane w pióra i dziób. Kto się cieszy?- Adela nienawidziła tych suchych tekstów.
-Gdzieś ty był?! Eliza ledwo oddycha, dom stoi w płomieniach, a ty znikasz sobie ot tak? Znajdź nam lepiej jakąś kryjówkę, bo to pozabija nas wszystkich!
-Mam lepszy plan.- i ku zdziwieniu dziewczyny wzbił się w górę z lekkością, niczym piórko. W mgnieniu oka zgromadził wokół siebie tajemniczą moc, dzięki której niebo przybrało kolor granatowy, wiatr zaczął szaleć i pojawiły się chmury. Znikąd.
Chłopak oddalał się w tej nużącej ciemności. Rozpętała się burza, tak ogromna, że dzięki piorunom i deszczowi pochłaniała wszystko co stanęło jej na drodze.
Adela zagapiła się. Nie wiedziała, co się dzieje. Dotarło do niej wtedy, gdy wielki konar płonącego drzewa począł lecieć w ich stronę.
O cholera.
Zbiegła z wzgórza, na którym znajdował się budynek. Szukała jakiejś godnej i bezpiecznej kryjówki.
Skup się. Masz niewiele czasu. Gdzie tu można...
-...pójść- nagle znalazła się w przeraźliwie ciemnym miejscu.
- Co to było?- zapytała cichutko Eliza
- Dzięki Bogu, ty żyjesz!- ucieszyła się nastolatka. Uspokoiła się, że nie będzie z tym sama. Dziewczyna zaczęła dostawać lekkiej paranoi od tego wszystkiego. -Matko, jestem taka tępa- powiedziała do siebie i sięgnęła do kieszeni. Brała ze sobą zapałki od małego. Pamiętała, że ojciec kazał jej je nosić.
Zawsze gdy się zasmucisz, zapal jedną- może to i głupie, ale często to robiła, nawet po śmierci rodziców. Zdawało jej się, że w tych płomieniach
ich widzi. Gdy powołała ogień do życia, zaniepokoiła się. Owszem, znajdowali się tam jej rodziciele, ale nie sami. Z nimi stały dwie całe czarne postacie. Nie mogła ich rozpoznać. Stały nieruchomo jakby ich pilnując.
Dziwne.
Nagle strażnicy podeszli i próbowali zrobić krzywdę tym ludziom, jednak przed tym Adela, czując, co się święci, zgasiła drewienko i zamknęła oczy, biorąc głębokie wdechy i wydechy. Przeraziła się.
Nie, to niemożliwe. Wcześniej tego nie było.
Uważała, że to zwykła iluzja. Nie wnikała w przyczyny śmierci swoich opiekunów. Może powinna? Za długo z tym zwlekała. Zdecydowanie.
Śmierć jak śmierć- odezwała się jej znienawidzona podświadomość. Przez chwilę walczyła ze sobą, by się nie popłakać. Nie lubiła okazywać słabości. Bynajmniej nie teraz.
-Ada, słuchasz mnie w ogóle?
-Hm?
-Tak myślałam.
-O co ci znowu chodzi?
- O to- wskazała na jej dłonie- ty tak jakby... płoniesz.
Nastolatka próbowała zachować zimną krew.
- No i co z tego? Chociaż nie są nam potrzebne zapałki- odpowiedziała z udawaną obojętnością. Tak naprawdę nie wiedziała jak ma się zachować. Od tego momentu przestało cokolwiek do niej docierać.
Dziewczyny poczęły wszystko ustalać, chodząc po jaskini.
-Jak się tu znalazłyśmy?
-Ty mi powiedz. Ocknęłam się jak już tutaj byłyśmy. W ogóle nie poznaję tej groty. Miejmy nadzieję, że Artur nas znajdzie. Nie wiemy, czy nie czyha tu coś na nas.
- Zawsze można to sprawdzić.
-Oszalałaś?! A jak ręka ci wybuchnie?!
-Spokojnie. Póki co żyję. To chyba dobrze?
-Wspaniale, świetnie!- powiedziała z ironią Eliza- Muszę ci coś powiedzieć.
Adela stanęła jak słup, zrzedła jej mina. Zazwyczaj gdy słyszała te słowa, nie zwiastowały nic dobrego.
********
Przepraszam za:
-tak długą przerwę
- ewentualne błędy i powtórzenia (aktualnie mamy 2:18, pozdrawiam)
- takie dziwne "zakończenie", uznałam, że jakbym dodała to, co jest dalej (wyjaśnienia Elizy, etc) to byłoby za dużo akcji jak na jeden post, musiałam się powstrzymać
-długość posta
- dziwną fabułę
-tajemniczość i małe rozwinięcie tego wszystkiego (potem będzie większe, zobaczycie, mam to w planach xD)
-i nie wiem za co, tak na zapas
Bezwzględna xx
wtorek, 6 stycznia 2015
Rozdział 1
Wiatr delikatnie muskał jej twarz. Obudziła ją grupka dzieci sterczących nad łóżkiem. Adela zerwała się na równe nogi i pobiegła do łazienki. Czemu mnie nie obudzili? No tak, praca.
Nałożyła pierwsze lepsze ubranie i nawet nie jedząc śniadania ruszyła pędem w stronę przystanku autobusowego.
Z pojazdu wysiadła młoda kobieta. Niewysoka szczupła blondynka z dużymi, niebieskimi oczyma, niewielkim nosem i wydatnymi ustami, ubrana w czarną kurtkę, koszulkę z logiem zespołu happysad, ciemne spodnie i ciężkie buty. W jednej dłoni trzymała telefon, w drugiej niedużą walizkę. Rozmawiała z kimś, ale gdy zobaczyła dziewczynę, cisnęła urządzeniem do kieszeni.
-Fajnie, że jesteś. Chociaż raz przyszłaś po mnie na czas.- powiedziała blondynka- Robiłaś coś z włosami?
-Ja? Nie, nic...- chwyciła do ręki pasmo bardzo zniszczonych włosów.
Czy to był sarkazm?
-Hej, co ty taka zamyślona? Coś się stało?
-Rozmyślam o tym, jak się wszyscy dzisiaj spiją na Święcie Lasu.
Adela mieszkała w niewielkiej wsi, oddalonej o pół godziny od najbliższego miasta. Raz do roku wyżej wymienione organizowane święto skupiało prawie wszystkich ludzi z okolicy. Typowa wiejska zabawa i jedyna rozrywka. Kolejna "edycja" przypadła na drugą sobotę czerwca.
Nic oprócz przystanku autobusowego, kościoła i spożywczaka. Dziura zabita dechami.
Gdy dotarły do domu, na gościa rzuciła się gromada kilkulatków. Poprosiły o codwutygodniową opowieść.
Anna, bo tak miała na imię przybyszka, była na 3 roku studiów informatycznych, do tego grała w zespole muzycznym swojego chłopaka i koncertowała po zajęciach. To wygadana dusza towarzystwa, zawsze się odnajdywała w danej sytuacji, była wręcz wzorem do naśladowania. Zawsze gdzieś z kimś umówiona, nie stroniła od imprez i spotkań z przyjaciółmi. Na studiach, pomimo napiętego grafiku, zdawała wszystko. Jak tu jej nie lubić?
Adela na swój sposób podziwiała godzenie nauki z występami studentki.
Za każdym razem gdy słuchała jedną z historii, zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo się różnią. Dziewczyna miała dopiero 16 lat i całe życie przed sobą. Za 14 dni kończy naukę w gimnazjum i zamknie pewien etap swojej edukacji. Nie lubiła tej szkoły, uczniów i nauczycieli. Nie mogła się pochwalić szczególnymi osiągnięciami, w przeciwieństwie do akademiczki. Jednak była bardzo inteligentna i łatwo łączyła fakty. Typ introwertyka, ale i oddanego towarzysza, cechowały ją również szczerość i umiejętność trafnego doboru słów.W szkole koleżankami zostawały książki i raczej odstawała od środowiska. Czasami z kimś porozmawiała, ale raczej nie spędzała wolnych chwil z kimś swojego pokroju. Nie licząc pięcioletniej Marceliny, którą się opiekowała pod nieobecność rodziców.
Miała dosyć nietypowy wygląd. Kruczoczarne, lekko falowane włosy, zielone oczy, wąskie usta, prosty mały nos i blada skóra. Do tego duży wzrost- miała 1,87 m. Chuda, z lekko zaokrąglonymi biodrami i niewielkim biustem. Dlaczego odmienna aparycja? W jej rodzinie nikt nie był tak wysoki. Kobiety to z reguły blondynki lub brunetki, niskie o kobiecych kształtach o brązowych lub niebieskich oczach.
Anna i Adela dosyć dobrze się dogadywały, chociaż na pierwszy rzut oka nie mają w sobie nic wspólnego i wyglądają na rywalki. Jednak są kuzynkami. I to bardzo bliskimi.
Nastolatka zamyśliła się, stukając palcami w kubek z jej ulubioną herbatą. Gdy wybiła dwunasta, ocknęła się i zorientowała, że dzieci wychodzą.
-Urocze pociechy, nieprawdaż? Trochę mi ich szkoda, że są skazane na mieszkanie tutaj. Mogłyby inaczej spędzać czas niż na słuchaniu moich streszczeń z koncertów czy o tym jak się nagrywa płytę. To potwornie nudne. Albo ich bieganie po lesie. Jaki to ma sens? Lepiej jakby siedziały w domu lub się stąd wyprowadziły. Byłby spokój.
-Anka, czy ty słyszysz samą siebie? Połowa z nich nie ma komputera, nie mówiąc nawet o internecie! Tak poznają świat, lepiej jak się włóczą po dworze niż siedzą w domu. Może właśnie jesteśmy świadkami wymierania gatunku dzieci, których jest pełno wszędzie, bo za kilka lat każde z nich będzie ślęczeć przed smartfonami jak przed jakimś bóstwem i zanikną wszelkie emocje i uczucia, każdy oduczy się mówić, bo przecież są SMS-y! Co jeszcze?!- wypowiedziała jednym tchem, po czym wybiegła z domu.
To było głupie.
Nie lubiła pokazywać tej części siebie. Jednak coś w niej pękło. Nie mogła znieść, gdy jej kuzynka wyjechała na studia, bo została kompletnie sama. Tak jak pewnego ranka, gdy dowiedziała się o śmierci rodziców. Wraz z najbliższą rodziną umarła część niej. Nienawidziła tego tematu i choć nie wiedziała dlaczego, czuła, że to jej wina.
Od tamtego czasu mieszka z wujostwem w niewielkim domku z dwiema sypialniami, kuchnią, łazienką i salonem. Pomieszczenia umeblowane bardzo skromnie. Adelę zawsze to dziwiło, ponieważ ciotka Marianna i wuj Łukasz mieli dobrze płatną pracę, nigdy nie wyjeżdżali na wakacje i rzadko imprezowali. Skąpili na wszystko, nawet Anna zbierała grosz do grosza (o ile takowy znalazła), żeby wyjechać by dalej się edukować. Jednak teraz zaczyna postępować tak jak jej rodziciele.
Nastolatka poszła na cmentarz i wspominała stare dzieje. Spojrzała na zegarek. Kurczę, już 15.
Pobiegła do domu Marceliny. Dziś miała się nią zając podczas gdy jej rodzice (jak i reszta wioski) będą świętować tak właściwie nie wiadomo co.
-O, jesteś już. Bardzo dobrze. To my już pójdziemy. Wiesz, gdzie co się znajduje? Jedzenie... A zresztą, dacie sobie radę.- tak szybką wiadomością pożegnali się państwo Burdzińscy.
-Ada, wyjdziemy gdzieś?- zapytała mała dziewczynka.
-Jasne. Może spacer po lesie? Pooglądamy ptaki.
Chwilę później biegły beztrosko polną drogą, udając samoloty. Karmelowe włosy powiewały na wietrze, łącznie z jej grzywką, a brązowe oczy spoglądały do góry. Miała tak chude ciałko, że czasami wydawało się, że naprawdę leci. Była dosyć niezdarna i często się wywracała. Z dworu zawsze wracała ubrudzona. Adela chciała dopilnować, żeby mała miała szczęśliwe dzieciństwo.
W lesie mogło się spacerować tylko do pewnego momentu- za gęste trawy i krzaki każdy bał się wejść. Ponoć kto tam wszedł, tego nigdy więcej nie widziano- takie przynajmniej chodziły słuchy, Prawie jak średniowieczna legenda, ale dziewczyna w nią nie wierzyła.
-Hej, słyszałaś to?- zapytała zaniepokojona dziewczyna
-Ale co?
-No... te głosy.
-Jakie głosy?
-Cii...
-Ktoś woła o pomoc, chyba za tymi krzakami.
-Pójdę tam. Jak nie wrócę w ciągu 5 minut, uciekaj do domu i zadzwoń do rodziców, okej?
-D-dobrze.
Nastolatka przeskoczyła część traw i zobaczyła staw, a w nim jakieś tonące ciało.
-Uratuj mnie!
Wzięła pierwszy lepszy kij i podała tonącemu. Ten, zamiast zbliżyć się ku brzegowi, pociągnął ją ze sobą.
Adela próbowała wypłynąć na powierzchnię, ale czuła, że jakaś niewiadoma moc ciągnie ją na dół.
Straciła przytomność
Nałożyła pierwsze lepsze ubranie i nawet nie jedząc śniadania ruszyła pędem w stronę przystanku autobusowego.
Z pojazdu wysiadła młoda kobieta. Niewysoka szczupła blondynka z dużymi, niebieskimi oczyma, niewielkim nosem i wydatnymi ustami, ubrana w czarną kurtkę, koszulkę z logiem zespołu happysad, ciemne spodnie i ciężkie buty. W jednej dłoni trzymała telefon, w drugiej niedużą walizkę. Rozmawiała z kimś, ale gdy zobaczyła dziewczynę, cisnęła urządzeniem do kieszeni.
-Fajnie, że jesteś. Chociaż raz przyszłaś po mnie na czas.- powiedziała blondynka- Robiłaś coś z włosami?
-Ja? Nie, nic...- chwyciła do ręki pasmo bardzo zniszczonych włosów.
Czy to był sarkazm?
-Hej, co ty taka zamyślona? Coś się stało?
-Rozmyślam o tym, jak się wszyscy dzisiaj spiją na Święcie Lasu.
Adela mieszkała w niewielkiej wsi, oddalonej o pół godziny od najbliższego miasta. Raz do roku wyżej wymienione organizowane święto skupiało prawie wszystkich ludzi z okolicy. Typowa wiejska zabawa i jedyna rozrywka. Kolejna "edycja" przypadła na drugą sobotę czerwca.
Nic oprócz przystanku autobusowego, kościoła i spożywczaka. Dziura zabita dechami.
Gdy dotarły do domu, na gościa rzuciła się gromada kilkulatków. Poprosiły o codwutygodniową opowieść.
Anna, bo tak miała na imię przybyszka, była na 3 roku studiów informatycznych, do tego grała w zespole muzycznym swojego chłopaka i koncertowała po zajęciach. To wygadana dusza towarzystwa, zawsze się odnajdywała w danej sytuacji, była wręcz wzorem do naśladowania. Zawsze gdzieś z kimś umówiona, nie stroniła od imprez i spotkań z przyjaciółmi. Na studiach, pomimo napiętego grafiku, zdawała wszystko. Jak tu jej nie lubić?
Adela na swój sposób podziwiała godzenie nauki z występami studentki.
Za każdym razem gdy słuchała jedną z historii, zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo się różnią. Dziewczyna miała dopiero 16 lat i całe życie przed sobą. Za 14 dni kończy naukę w gimnazjum i zamknie pewien etap swojej edukacji. Nie lubiła tej szkoły, uczniów i nauczycieli. Nie mogła się pochwalić szczególnymi osiągnięciami, w przeciwieństwie do akademiczki. Jednak była bardzo inteligentna i łatwo łączyła fakty. Typ introwertyka, ale i oddanego towarzysza, cechowały ją również szczerość i umiejętność trafnego doboru słów.W szkole koleżankami zostawały książki i raczej odstawała od środowiska. Czasami z kimś porozmawiała, ale raczej nie spędzała wolnych chwil z kimś swojego pokroju. Nie licząc pięcioletniej Marceliny, którą się opiekowała pod nieobecność rodziców.
Miała dosyć nietypowy wygląd. Kruczoczarne, lekko falowane włosy, zielone oczy, wąskie usta, prosty mały nos i blada skóra. Do tego duży wzrost- miała 1,87 m. Chuda, z lekko zaokrąglonymi biodrami i niewielkim biustem. Dlaczego odmienna aparycja? W jej rodzinie nikt nie był tak wysoki. Kobiety to z reguły blondynki lub brunetki, niskie o kobiecych kształtach o brązowych lub niebieskich oczach.
Anna i Adela dosyć dobrze się dogadywały, chociaż na pierwszy rzut oka nie mają w sobie nic wspólnego i wyglądają na rywalki. Jednak są kuzynkami. I to bardzo bliskimi.
Nastolatka zamyśliła się, stukając palcami w kubek z jej ulubioną herbatą. Gdy wybiła dwunasta, ocknęła się i zorientowała, że dzieci wychodzą.
-Urocze pociechy, nieprawdaż? Trochę mi ich szkoda, że są skazane na mieszkanie tutaj. Mogłyby inaczej spędzać czas niż na słuchaniu moich streszczeń z koncertów czy o tym jak się nagrywa płytę. To potwornie nudne. Albo ich bieganie po lesie. Jaki to ma sens? Lepiej jakby siedziały w domu lub się stąd wyprowadziły. Byłby spokój.
-Anka, czy ty słyszysz samą siebie? Połowa z nich nie ma komputera, nie mówiąc nawet o internecie! Tak poznają świat, lepiej jak się włóczą po dworze niż siedzą w domu. Może właśnie jesteśmy świadkami wymierania gatunku dzieci, których jest pełno wszędzie, bo za kilka lat każde z nich będzie ślęczeć przed smartfonami jak przed jakimś bóstwem i zanikną wszelkie emocje i uczucia, każdy oduczy się mówić, bo przecież są SMS-y! Co jeszcze?!- wypowiedziała jednym tchem, po czym wybiegła z domu.
To było głupie.
Nie lubiła pokazywać tej części siebie. Jednak coś w niej pękło. Nie mogła znieść, gdy jej kuzynka wyjechała na studia, bo została kompletnie sama. Tak jak pewnego ranka, gdy dowiedziała się o śmierci rodziców. Wraz z najbliższą rodziną umarła część niej. Nienawidziła tego tematu i choć nie wiedziała dlaczego, czuła, że to jej wina.
Od tamtego czasu mieszka z wujostwem w niewielkim domku z dwiema sypialniami, kuchnią, łazienką i salonem. Pomieszczenia umeblowane bardzo skromnie. Adelę zawsze to dziwiło, ponieważ ciotka Marianna i wuj Łukasz mieli dobrze płatną pracę, nigdy nie wyjeżdżali na wakacje i rzadko imprezowali. Skąpili na wszystko, nawet Anna zbierała grosz do grosza (o ile takowy znalazła), żeby wyjechać by dalej się edukować. Jednak teraz zaczyna postępować tak jak jej rodziciele.
Nastolatka poszła na cmentarz i wspominała stare dzieje. Spojrzała na zegarek. Kurczę, już 15.
Pobiegła do domu Marceliny. Dziś miała się nią zając podczas gdy jej rodzice (jak i reszta wioski) będą świętować tak właściwie nie wiadomo co.
-O, jesteś już. Bardzo dobrze. To my już pójdziemy. Wiesz, gdzie co się znajduje? Jedzenie... A zresztą, dacie sobie radę.- tak szybką wiadomością pożegnali się państwo Burdzińscy.
-Ada, wyjdziemy gdzieś?- zapytała mała dziewczynka.
-Jasne. Może spacer po lesie? Pooglądamy ptaki.
Chwilę później biegły beztrosko polną drogą, udając samoloty. Karmelowe włosy powiewały na wietrze, łącznie z jej grzywką, a brązowe oczy spoglądały do góry. Miała tak chude ciałko, że czasami wydawało się, że naprawdę leci. Była dosyć niezdarna i często się wywracała. Z dworu zawsze wracała ubrudzona. Adela chciała dopilnować, żeby mała miała szczęśliwe dzieciństwo.
W lesie mogło się spacerować tylko do pewnego momentu- za gęste trawy i krzaki każdy bał się wejść. Ponoć kto tam wszedł, tego nigdy więcej nie widziano- takie przynajmniej chodziły słuchy, Prawie jak średniowieczna legenda, ale dziewczyna w nią nie wierzyła.
-Hej, słyszałaś to?- zapytała zaniepokojona dziewczyna
-Ale co?
-No... te głosy.
-Jakie głosy?
-Cii...
-Ktoś woła o pomoc, chyba za tymi krzakami.
-Pójdę tam. Jak nie wrócę w ciągu 5 minut, uciekaj do domu i zadzwoń do rodziców, okej?
-D-dobrze.
Nastolatka przeskoczyła część traw i zobaczyła staw, a w nim jakieś tonące ciało.
-Uratuj mnie!
Wzięła pierwszy lepszy kij i podała tonącemu. Ten, zamiast zbliżyć się ku brzegowi, pociągnął ją ze sobą.
Adela próbowała wypłynąć na powierzchnię, ale czuła, że jakaś niewiadoma moc ciągnie ją na dół.
Straciła przytomność
Subskrybuj:
Posty (Atom)