Adela leciała, jednak nie czuła oporu powietrza. Nic szczególnego prócz pustki i ciemności. Studnia bez dna.
Myślała nad zatrzymaniem się, jednak zbytnio nie wiedziała jak to ma zrobić. Całe ciało odmawiało jej posłuszeństwa.
Raptem została porażona mocnym światłem, nieoczekiwanie przyspieszyła i nie mogła zaczerpnąć eteru.
Nastolatka runęła z impetem w chropowatą powierzchnię. Nic nie poczuła- wszystkie funkcje życiowe zostały zatrzymane.
Leżała tak z półtorej doby.
Nagle ocknęła się, jakby obudził ją koszmar. Została otoczona przez opancerzone stworzenia, z kształtu przypominające człowieka. Identyczne stwory zamieniły się w jedną istotę. Kreatura, zorientowana, że nastolatka nie stanowi większego niebezpieczeństwa, zdjęła hełm, po czym zawiesiła go w powietrzu.
Oczom Adeli ukazała się twarz młodego mężczyzny- zwykła, jednak dziewczyna dostrzegła coś niepokojącego. Postanowiła się nie odzywać. Aktualnie nawet ruch palcem sprawiał jej ból.
To chyba musi być jakiś ochroniarz, czy coś.
Strażnik bez zapytania wziął ją na ręce. Jednym ruchem dłoni zamknął jej oczy.
Zasnęła.
***
-Wiesz, co to?
- Przestań. Nie mamy XIX wieku, tylko XXI, umiemy rozróżniać magiczne stworzenia od zwykłych śmiertelników. Poza tym, gdyby była zwykła, nie przeżyłaby takiego upadku. Z moich obliczeń wynika, że...
- Dobra, przestań truć. Chyba się budzi.
Gdy Adela otworzyła oczy, myślała, że to jej pokój, a całe te zdarzenia to nieprzyjemny sen, jednak się myliła. Zbudzona przez głośną rozmowę, rozejrzała się po pomieszczeniu.
Z przerażenie spoglądała na dwójkę ludzi (?), którzy przyglądali się jej z równie wielkim strachem.
Nie spieprz tego. Nie wiesz, gdzie i z kim jesteś.
-Dzień dobry.- powiedziała z cichą nadzieją, że jej nie zabiją
-Cześć. Jestem Eliza, a to Artur.
Jak król.
Przez dłuższą chwilę panowała niezręczna cisza. W końcu nastolatka usiadła na skraju niezwykle wąskiego stołu operacyjnego.
Cała trójka znajdowała się w dziwacznej budowli. Tutejsi oprowadzili nastolatkę po niezbyt urodziwym budynku. Nie był zbyt wielki- główna sala i dwa mniejsze magazyny. Wszystko ponure, ciemne i straszne. Tu i ówdzie panowała wilgoć, tynk odpadał od ścian i wszędzie śmierdziało stęchlizną.
Przytulniej niż u nas.
Przez kilka dni nocowała w obskurnym domu. Spacerowała i pytała, jak może się dostać na wieś, jednak jej towarzysze milczeli, a najbliższe miasto było położone za gęstym lasem.
Wciąż nie rozumiała, jak się tu dostała.
Trzeba pozbierać wszystko do kupy. Pamiętam, że spadłam. Widziałam armię. Wyglądała trochę jak Artur. Artur...
-Elizo, widziałaś może...
Nagle usłyszały ogromny huk.
-Cholera, zostań tu i nic nie ruszaj.- udała się do sąsiedniego pokoju
Z początku Adela jej posłuchała. Po chwili z magazynu dobiegł kolejny hałas.
Pobiegła tam. Zastała płonące pomieszczenia i nieprzytomną dziewczynę.Wzięła ją w ramiona, z wielką trudnością, pomimo, że buła niewielka i szczupła. Kolejne języki ognia celowane (nie wiadomo skąd) w budynek sprawiły, że włączył się pewnego rodzaju alarm. Ptaki z okolicznych lasów zleciały się w jedno miejsce tworząc siatkę. Nastolatka, biegnąc z towarzyszką na rękach, musiała uważać na spadające płonące zwierzątka.
-Przez najbliższy tydzień będziemy jeść kości pneumatyczne opakowane w pióra i dziób. Kto się cieszy?- Adela nienawidziła tych suchych tekstów.
-Gdzieś ty był?! Eliza ledwo oddycha, dom stoi w płomieniach, a ty znikasz sobie ot tak? Znajdź nam lepiej jakąś kryjówkę, bo to pozabija nas wszystkich!
-Mam lepszy plan.- i ku zdziwieniu dziewczyny wzbił się w górę z lekkością, niczym piórko. W mgnieniu oka zgromadził wokół siebie tajemniczą moc, dzięki której niebo przybrało kolor granatowy, wiatr zaczął szaleć i pojawiły się chmury. Znikąd.
Chłopak oddalał się w tej nużącej ciemności. Rozpętała się burza, tak ogromna, że dzięki piorunom i deszczowi pochłaniała wszystko co stanęło jej na drodze.
Adela zagapiła się. Nie wiedziała, co się dzieje. Dotarło do niej wtedy, gdy wielki konar płonącego drzewa począł lecieć w ich stronę.
O cholera.
Zbiegła z wzgórza, na którym znajdował się budynek. Szukała jakiejś godnej i bezpiecznej kryjówki.
Skup się. Masz niewiele czasu. Gdzie tu można...
-...pójść- nagle znalazła się w przeraźliwie ciemnym miejscu.
- Co to było?- zapytała cichutko Eliza
- Dzięki Bogu, ty żyjesz!- ucieszyła się nastolatka. Uspokoiła się, że nie będzie z tym sama. Dziewczyna zaczęła dostawać lekkiej paranoi od tego wszystkiego. -Matko, jestem taka tępa- powiedziała do siebie i sięgnęła do kieszeni. Brała ze sobą zapałki od małego. Pamiętała, że ojciec kazał jej je nosić.
Zawsze gdy się zasmucisz, zapal jedną- może to i głupie, ale często to robiła, nawet po śmierci rodziców. Zdawało jej się, że w tych płomieniach
ich widzi. Gdy powołała ogień do życia, zaniepokoiła się. Owszem, znajdowali się tam jej rodziciele, ale nie sami. Z nimi stały dwie całe czarne postacie. Nie mogła ich rozpoznać. Stały nieruchomo jakby ich pilnując.
Dziwne.
Nagle strażnicy podeszli i próbowali zrobić krzywdę tym ludziom, jednak przed tym Adela, czując, co się święci, zgasiła drewienko i zamknęła oczy, biorąc głębokie wdechy i wydechy. Przeraziła się.
Nie, to niemożliwe. Wcześniej tego nie było.
Uważała, że to zwykła iluzja. Nie wnikała w przyczyny śmierci swoich opiekunów. Może powinna? Za długo z tym zwlekała. Zdecydowanie.
Śmierć jak śmierć- odezwała się jej znienawidzona podświadomość. Przez chwilę walczyła ze sobą, by się nie popłakać. Nie lubiła okazywać słabości. Bynajmniej nie teraz.
-Ada, słuchasz mnie w ogóle?
-Hm?
-Tak myślałam.
-O co ci znowu chodzi?
- O to- wskazała na jej dłonie- ty tak jakby... płoniesz.
Nastolatka próbowała zachować zimną krew.
- No i co z tego? Chociaż nie są nam potrzebne zapałki- odpowiedziała z udawaną obojętnością. Tak naprawdę nie wiedziała jak ma się zachować. Od tego momentu przestało cokolwiek do niej docierać.
Dziewczyny poczęły wszystko ustalać, chodząc po jaskini.
-Jak się tu znalazłyśmy?
-Ty mi powiedz. Ocknęłam się jak już tutaj byłyśmy. W ogóle nie poznaję tej groty. Miejmy nadzieję, że Artur nas znajdzie. Nie wiemy, czy nie czyha tu coś na nas.
- Zawsze można to sprawdzić.
-Oszalałaś?! A jak ręka ci wybuchnie?!
-Spokojnie. Póki co żyję. To chyba dobrze?
-Wspaniale, świetnie!- powiedziała z ironią Eliza- Muszę ci coś powiedzieć.
Adela stanęła jak słup, zrzedła jej mina. Zazwyczaj gdy słyszała te słowa, nie zwiastowały nic dobrego.
********
Przepraszam za:
-tak długą przerwę
- ewentualne błędy i powtórzenia (aktualnie mamy 2:18, pozdrawiam)
- takie dziwne "zakończenie", uznałam, że jakbym dodała to, co jest dalej (wyjaśnienia Elizy, etc) to byłoby za dużo akcji jak na jeden post, musiałam się powstrzymać
-długość posta
- dziwną fabułę
-tajemniczość i małe rozwinięcie tego wszystkiego (potem będzie większe, zobaczycie, mam to w planach xD)
-i nie wiem za co, tak na zapas
Bezwzględna xx
Jest naprawdę fajne.Trochę zawiłe jak dla mnie, ale ma w sobie to coś :-D. Czekam na kolejnego posta :-).
OdpowiedzUsuńNiesamowicie wciągające. Chyba faktycznie powinnaś wydać książkę. Czekam na ciąg dalszy.( pospiesz się) :)
OdpowiedzUsuńNiesamowicie wciągające. Chyba faktycznie powinnaś wydać książkę. Czekam na ciąg dalszy.( pospiesz się) :)
OdpowiedzUsuń