Wiatr delikatnie muskał jej twarz. Obudziła ją grupka dzieci sterczących nad łóżkiem. Adela zerwała się na równe nogi i pobiegła do łazienki. Czemu mnie nie obudzili? No tak, praca.
Nałożyła pierwsze lepsze ubranie i nawet nie jedząc śniadania ruszyła pędem w stronę przystanku autobusowego.
Z pojazdu wysiadła młoda kobieta. Niewysoka szczupła blondynka z dużymi, niebieskimi oczyma, niewielkim nosem i wydatnymi ustami, ubrana w czarną kurtkę, koszulkę z logiem zespołu happysad, ciemne spodnie i ciężkie buty. W jednej dłoni trzymała telefon, w drugiej niedużą walizkę. Rozmawiała z kimś, ale gdy zobaczyła dziewczynę, cisnęła urządzeniem do kieszeni.
-Fajnie, że jesteś. Chociaż raz przyszłaś po mnie na czas.- powiedziała blondynka- Robiłaś coś z włosami?
-Ja? Nie, nic...- chwyciła do ręki pasmo bardzo zniszczonych włosów.
Czy to był sarkazm?
-Hej, co ty taka zamyślona? Coś się stało?
-Rozmyślam o tym, jak się wszyscy dzisiaj spiją na Święcie Lasu.
Adela mieszkała w niewielkiej wsi, oddalonej o pół godziny od najbliższego miasta. Raz do roku wyżej wymienione organizowane święto skupiało prawie wszystkich ludzi z okolicy. Typowa wiejska zabawa i jedyna rozrywka. Kolejna "edycja" przypadła na drugą sobotę czerwca.
Nic oprócz przystanku autobusowego, kościoła i spożywczaka. Dziura zabita dechami.
Gdy dotarły do domu, na gościa rzuciła się gromada kilkulatków. Poprosiły o codwutygodniową opowieść.
Anna, bo tak miała na imię przybyszka, była na 3 roku studiów informatycznych, do tego grała w zespole muzycznym swojego chłopaka i koncertowała po zajęciach. To wygadana dusza towarzystwa, zawsze się odnajdywała w danej sytuacji, była wręcz wzorem do naśladowania. Zawsze gdzieś z kimś umówiona, nie stroniła od imprez i spotkań z przyjaciółmi. Na studiach, pomimo napiętego grafiku, zdawała wszystko. Jak tu jej nie lubić?
Adela na swój sposób podziwiała godzenie nauki z występami studentki.
Za każdym razem gdy słuchała jedną z historii, zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo się różnią. Dziewczyna miała dopiero 16 lat i całe życie przed sobą. Za 14 dni kończy naukę w gimnazjum i zamknie pewien etap swojej edukacji. Nie lubiła tej szkoły, uczniów i nauczycieli. Nie mogła się pochwalić szczególnymi osiągnięciami, w przeciwieństwie do akademiczki. Jednak była bardzo inteligentna i łatwo łączyła fakty. Typ introwertyka, ale i oddanego towarzysza, cechowały ją również szczerość i umiejętność trafnego doboru słów.W szkole koleżankami zostawały książki i raczej odstawała od środowiska. Czasami z kimś porozmawiała, ale raczej nie spędzała wolnych chwil z kimś swojego pokroju. Nie licząc pięcioletniej Marceliny, którą się opiekowała pod nieobecność rodziców.
Miała dosyć nietypowy wygląd. Kruczoczarne, lekko falowane włosy, zielone oczy, wąskie usta, prosty mały nos i blada skóra. Do tego duży wzrost- miała 1,87 m. Chuda, z lekko zaokrąglonymi biodrami i niewielkim biustem. Dlaczego odmienna aparycja? W jej rodzinie nikt nie był tak wysoki. Kobiety to z reguły blondynki lub brunetki, niskie o kobiecych kształtach o brązowych lub niebieskich oczach.
Anna i Adela dosyć dobrze się dogadywały, chociaż na pierwszy rzut oka nie mają w sobie nic wspólnego i wyglądają na rywalki. Jednak są kuzynkami. I to bardzo bliskimi.
Nastolatka zamyśliła się, stukając palcami w kubek z jej ulubioną herbatą. Gdy wybiła dwunasta, ocknęła się i zorientowała, że dzieci wychodzą.
-Urocze pociechy, nieprawdaż? Trochę mi ich szkoda, że są skazane na mieszkanie tutaj. Mogłyby inaczej spędzać czas niż na słuchaniu moich streszczeń z koncertów czy o tym jak się nagrywa płytę. To potwornie nudne. Albo ich bieganie po lesie. Jaki to ma sens? Lepiej jakby siedziały w domu lub się stąd wyprowadziły. Byłby spokój.
-Anka, czy ty słyszysz samą siebie? Połowa z nich nie ma komputera, nie mówiąc nawet o internecie! Tak poznają świat, lepiej jak się włóczą po dworze niż siedzą w domu. Może właśnie jesteśmy świadkami wymierania gatunku dzieci, których jest pełno wszędzie, bo za kilka lat każde z nich będzie ślęczeć przed smartfonami jak przed jakimś bóstwem i zanikną wszelkie emocje i uczucia, każdy oduczy się mówić, bo przecież są SMS-y! Co jeszcze?!- wypowiedziała jednym tchem, po czym wybiegła z domu.
To było głupie.
Nie lubiła pokazywać tej części siebie. Jednak coś w niej pękło. Nie mogła znieść, gdy jej kuzynka wyjechała na studia, bo została kompletnie sama. Tak jak pewnego ranka, gdy dowiedziała się o śmierci rodziców. Wraz z najbliższą rodziną umarła część niej. Nienawidziła tego tematu i choć nie wiedziała dlaczego, czuła, że to jej wina.
Od tamtego czasu mieszka z wujostwem w niewielkim domku z dwiema sypialniami, kuchnią, łazienką i salonem. Pomieszczenia umeblowane bardzo skromnie. Adelę zawsze to dziwiło, ponieważ ciotka Marianna i wuj Łukasz mieli dobrze płatną pracę, nigdy nie wyjeżdżali na wakacje i rzadko imprezowali. Skąpili na wszystko, nawet Anna zbierała grosz do grosza (o ile takowy znalazła), żeby wyjechać by dalej się edukować. Jednak teraz zaczyna postępować tak jak jej rodziciele.
Nastolatka poszła na cmentarz i wspominała stare dzieje. Spojrzała na zegarek. Kurczę, już 15.
Pobiegła do domu Marceliny. Dziś miała się nią zając podczas gdy jej rodzice (jak i reszta wioski) będą świętować tak właściwie nie wiadomo co.
-O, jesteś już. Bardzo dobrze. To my już pójdziemy. Wiesz, gdzie co się znajduje? Jedzenie... A zresztą, dacie sobie radę.- tak szybką wiadomością pożegnali się państwo Burdzińscy.
-Ada, wyjdziemy gdzieś?- zapytała mała dziewczynka.
-Jasne. Może spacer po lesie? Pooglądamy ptaki.
Chwilę później biegły beztrosko polną drogą, udając samoloty. Karmelowe włosy powiewały na wietrze, łącznie z jej grzywką, a brązowe oczy spoglądały do góry. Miała tak chude ciałko, że czasami wydawało się, że naprawdę leci. Była dosyć niezdarna i często się wywracała. Z dworu zawsze wracała ubrudzona. Adela chciała dopilnować, żeby mała miała szczęśliwe dzieciństwo.
W lesie mogło się spacerować tylko do pewnego momentu- za gęste trawy i krzaki każdy bał się wejść. Ponoć kto tam wszedł, tego nigdy więcej nie widziano- takie przynajmniej chodziły słuchy, Prawie jak średniowieczna legenda, ale dziewczyna w nią nie wierzyła.
-Hej, słyszałaś to?- zapytała zaniepokojona dziewczyna
-Ale co?
-No... te głosy.
-Jakie głosy?
-Cii...
-Ktoś woła o pomoc, chyba za tymi krzakami.
-Pójdę tam. Jak nie wrócę w ciągu 5 minut, uciekaj do domu i zadzwoń do rodziców, okej?
-D-dobrze.
Nastolatka przeskoczyła część traw i zobaczyła staw, a w nim jakieś tonące ciało.
-Uratuj mnie!
Wzięła pierwszy lepszy kij i podała tonącemu. Ten, zamiast zbliżyć się ku brzegowi, pociągnął ją ze sobą.
Adela próbowała wypłynąć na powierzchnię, ale czuła, że jakaś niewiadoma moc ciągnie ją na dół.
Straciła przytomność
Matko, chcę już następny rozdział ;-;
OdpowiedzUsuń